KARMIONE LALKI

Jakie miałam lalki? Ukochanego Gucia, którego już nie pamiętam, znam go tylko z opowiadań Rodziców. Miał zdaje się zielone portki i bardzo potarganą czuprynę. Kochałam go bardzo, choć był nieefektowny. Potem była elegancka Kry­sia, przywieziona przez dziadka z Nicei. Potem ogromna ł głu­pawa Stasia. Wreszcie ukochany bobas Józio. Robiłam dla nich obiady. Pamiętam, że płatki rumianków udawały ryż. Środki z tych kwiatków — jajka sadzone. Kawałki czekolady udawały kotlety. A największa radość była z ciasta na klus­ki upieczonego na blasze. Niedobre to było strasznie, ale jadło się z rozkoszą.Osobiście nie dawałam lalkom śliwek „karmionych”, jak mówił Ojciec i Ciotki i jak było zapisane w dziecinnych ksią­żeczkach. 

Znalazłeś się tutaj dzięki poniższej frazie kluczowej:

Mam na imię Zachary i chciałbym na tym blogu zamieszczać wpisy na temat kuchni. Jest to nieodzowna rzecz w życiu każdego człowieka, dlatego mam nadzieję, że temat będzie dla ciebie interesujący!