STAROPOLSKIE BANKIETY

Różnie bywało z tymi staropolskimi bankietami, które przerodziły się za Sasów w chuligańskie orgie obżarstwa i pijaństwa, budząc przerażenie u trzeźwo patrzących na moralną, gospodarczą i polityczną sytuację z wolna chy-~ lącej się ku upadkowi Rzeczypospolitej. Wyidealizowany, lecz pełen żywych barw obraz ostat­niego staropolskiego bankietu wyczarował w „Panu Ta­deuszu” Adam Mickiewicz. Potem, gdy zapanowały tra­giczne mroki nocy rozbiorowej i niewoli, wspominano również i owe „dobre czasy” uczt oraz bankietów, wy­bielając je i upiększając często ponad miarę.Dziś nie brak okazji do bankletów, jako że staropolska gościnność przetrwała wszelkie burze dziejowe i trwa na­dal w narodzie. Przetrwało też i zamiłowanie do wzno­szenia toastów, choć, dzięki Bogu, niewypicie duszkiem kieliszka nie grozi już dziś pojedynkiem.

Znalazłeś się tutaj dzięki poniższej frazie kluczowej:

Mam na imię Zachary i chciałbym na tym blogu zamieszczać wpisy na temat kuchni. Jest to nieodzowna rzecz w życiu każdego człowieka, dlatego mam nadzieję, że temat będzie dla ciebie interesujący!